fbpx

Magda i Malediwy – Polka na egzotycznej wyspie

with Brak komentarzy
Magda - Polka na Malediwach

Malediwy to egzotyczny kierunek, wymarzone miejsce wielu osób. Specjalnie dla Was Magda z Pensjonatu na Malediwach opowiedziała, jak to się stało, że znalazła się w tym pięknym kraju i zaczęła prowadzić swój własny guest house 🙂

JAK TO SIĘ STAŁO?

Ale jak to się stało, że zamieszkałaś na Malediwach? To jedno z najczęściej zadawanych mi pytań! Jakby na to nie patrzeć (choć my, Polacy jesteśmy już dziś tak naprawdę wszędzie), Malediwy kojarzą się tak bardzo egzotycznie, wakacyjnie, nieosiągalnie. I  tak też w istocie jest, bo oprócz tego, że Malediwy to bardzo egzotyczny kierunek to jednocześnie bardzo hermetyczny kraj. Powierzchnia wszystkich zamieszkałych wysp równa się powierzchni Krakowa, zatem nie bardzo byłoby nawet gdzie pomieścić wszystkich chętnych do posiadania prywatnej posesji nad Oceanem Indyjskim.
No to jak to się zatem stało ? Jak to w życiu bywa – zupełnie przypadkiem. Znalazłam się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie. W 2012 roku linia Qatar wprowadziła pierwsze połączenia z Warszawy, ogłaszając z tej okazji super promocyjne ceny biletów. Ja, jako typowy łowca okazji, oczywiście wyśledziłam moment i długo się nie zastanawiając, kupiłam lot na Malediwy. 16 pełnych dni w raju!

Rajskie Malediwy!

BIKINI BEACH

Nadszedł moment bukowania noclegów. Okazało się, że Malediwy są droższe, niż się spodziewałam! Kwoty, jakie pojawiały mi się na stronach rezerwacyjnych za cały pobyt to jakieś dziesiątki tysięcy złotych. Zaczęłam zatem szukać, jak zorganizować taki wyjazd, ale raczej budżetowo, bo na taką kwotę nie byłam przygotowana. Te drogie ośrodki to są hotele zajmujące całą powierzchnię wyspy, na której są tylko turyści i obsługa hotelowa – nie toczy się tam lokalne życie.
Okazało się jednak, że na Malediwach istnieje tzw. turystyka lokalna. Była ona na Malediwach nowością, zatem informacji w sieci jak na lekarstwo. Zagłębiłam się bardziej w temat i udało mi się znaleźć 3 lokalne wyspy (czyli zamieszkałe przez Malediwczyków), na których było kilka Guest House’ów. Jedna z tych trzech lokalnych wysp miała plażę „bikini” (na której można opalać się w kostiumach), pozostałe takowej nie miały. Padło zatem na wyspę z bikini beach. Zabukowałam noclegi w jednym z pięciu Guest House’ów, jakie wówczas znajdowały się na tej wyspie. Udało mi się ustrzelić jakąś promocję i finalnie zapłaciłam ok. 2500 zł za 2 osoby ze śniadaniami. Sam właściciel Guest Housu wspomniał, że miałam dużo szczęścia, bo to była póki co największa promocja.

Magda wraz z mieszkankami Malediwów 🙂

LATO W ŚRODKU LUTEGO

Wyjazd okazał się najlepszym, na jakim kiedykolwiek byłam. Malediwy są nieprzereklamowane: śnieżnobiałe plaże, soczyście zielone palmy zwisające nad wodą, kolorowe rybki w oceanie i 30 stopniowe upały. Pierwszy raz miałam okazję w lutym poczuć się jak w środku lata. Lokalna wyspa jest bardzo egzotyczna i tak inna. Czas biegnie powoli, ludzie są nad wyraz mili, uczynni, uśmiechnięci i bezinteresowni. Powiedziałam jednego dnia do koleżanki, która ze mną była, że ja bym tu mogła żyć. Mogłabym robić cokolwiek, byleby móc Malediwy nazywać swoim domem. Wypowiedziałam to chyba w odpowiednią godzinę.
16 dni w jednym miejscu, to dość długi czas. Przez Guest House przewinęła się masa różnej narodowości turystów. Po pierwszym tygodniu byłam już ekspertką od wyspy i lokalnych wycieczek, opowiadałam nowo przybyłym gościom, co warto zobaczyć, gdzie popłynąć, pokazywałam zdjęcia. Jeszcze w tej samej chwili goście pensjonatu zapisywali się na polecane przeze mnie wycieczki. Właściciel chyba to zauważył. Sam też próbował namawiać, ale chyba nie był dość przekonywujący 😉

Malediwy zachwycą wszystkich amatorów nurkowania!

MALEDIWY W MOIM SERCU!

Po powrocie do Polski, właściciel pensjonatu zaproponował mi poprowadzenie takiego Guest Housu, powstającego na wyspie obok, budowanego przez jego wspólnika. W pierwszej chwili uczucia miałam mieszane, bo chyba mało kto potraktowałby taką propozycję poważnie. Jednak nie powiem, żebym się nie ucieszyła. Po powrocie z Malediwów już nic nie było takie samo. Malediwy były cały czas ze mną: we wspomnieniach, na zdjęciach, w kontaktach na fejsbuku, w odtwarzaczu mp3, z którego leciały malediwskie hity, towarzyszące nam każdego wieczoru w Guest Housie.
Etap w życiu, w którym się wówczas znajdowałam, był bardzo sprzyjający do podjęcia decyzji o przeprowadzce na drugi koniec świata. Byłam świeżo po rozstaniu, bez zobowiązań, dzieci czy kredytów na 30 lat. Fakt, że lubiłam swoją pracę (byłam testerem oprogramowania w niemieckiej korporacji), ale praca to tylko praca. W dodatku pracodawca bardzo poszedł mi na rękę, bo gdyby mi na Malediwach nie wyszło, mogłam jeszcze do nich wrócić. I ta świadomość, że w razie czego mam do czego wracać, była naprawdę nieoceniona. I za to jestem naprawdę bardzo wdzięczna!

Malediwy - Nilandhoo
Wyspa Nilandhoo z drona

BILET W JEDNĄ STRONĘ

Dałam sobie kilka dni na przemyślenia, ale raczej już wiedziałam, jaka będzie decyzja. Oczywiście zgodziłam się, w końcu dwa razy takiej szansy się nie dostaje. Kupiłam bilet w jedną stronę, dopełniliśmy z pracodawcą wszystkich formalności związanych z otrzymaniem wizy. Na Malediwy nie można pojechać ot tak – dozwolony jest pobyt tylko w celach turystycznych, maksymalnie do 30 dni. Gdy podejmuje się pracę, wszystkie formalności trzeba dokończyć jeszcze przed wyjazdem (umowa o pracę, ubezpieczenie, wiza pracownicza, której koszt dla obywatela Polski to 3000 USD). I tak nadszedł ten dzień, który czystym zbiegiem okoliczności wypadał na moje 30te urodziny. Nowa era, nowe życie.

Magda na łódce 😉

PO MALEDIWSKU

Wylądowałam w Male i zatrzymałam się na jakiś czas w stolicy, gdyż oczywiście Guest House nie był jeszcze skończony. Dzisiaj już wiem, że to takie typowo malediwskie: nigdy żaden termin nie zostaje dotrzymany. Malediwczycy spóźniają się nawet na własne śluby lub z obchodami Dnia Niepodległości – imprezy i występy jednego roku odbyły się z tygodniowym opóźnieniem! Po 3 miesiącach mogłam wreszcie zaczynać pracę.
Jako, że Malediwczycy mają trochę inny gust (rzekłabym dość kiczowaty i w kwestiach porządków zwracają uwagę zupełnie na inne rzeczy niż my, Europejczycy, a na niektóre nie zwracają w ogóle), a nikt zatrudniony w Guest Housie nie miał żadnego doświadczenia w hotelarstwie, musiałam zasugerować, udekorować, pokazać i nauczyć resztę towarzystwa, jak powinien wyglądać przytulny i nieskazitelnie czysty pokój, gotowy na przyjęcie Gości.

Pokój w Pensjonacie Remora Beach

OPIEKA NAD GOŚĆMI

Moim stanowiskiem była recepcja. Do obowiązków należało kwaterowanie gości, przyjmowanie płatności, organizowanie wycieczek, a także rezerwacje i kontakt mailowy z gośćmi. Jestem fanką fotografii i choć nie mianuję się fotografem, to nie ukrywam, że zdjęcia robić umiem i lubię. Zatem całą oprawę graficzną, zdjęcia pokoi, reklamy przygotowywałam także ja. Początkowo pomagałam również w sprzątaniu, bo chłopaki sami zupełnie sobie nie radzili, a ja byłam tam jedyną kobietą.
Guest House przyjmował gości różnej narodowości. Wreszcie było w nim życie, światła, zapach gotowanych potraw z kuchni. Opowieści przy stole, wspomnienia z minionego dnia, oglądanie zdjęć i filmów spod wody. Zaraz po przyjeździe, założyłam bloga oraz fanpage, na którym spisywałam swoje przygody, dzieliłam się zdjęciami, a także zdobywałam pierwszych klientów z Polski. Bardzo miło wspominam ten czas, było tak kameralnie i poznałam naprawdę fantastycznych ludzi!

Island Hopping to wycieczka po bezludnych wysepkach!

MALEDIWY – NOWY ETAP

W międzyczasie na horyzoncie zjawił się mój aktualny mąż Imran, który pochodzi z tej że właśnie wyspy. W ogóle nie byłam zainteresowana wtedy wchodzeniem w nowy związek. Wręcz przeciwnie. Po rozstaniu z moim polskim mężem, miałam etap „Zosi Samosi” i było mi z tym naprawdę dobrze. Jednak Imran nie dał za wygraną i sama do dzisiaj nie wiem, jak to się stało, ale jestem jego żoną 😊
Wizę pracowniczą przydzielają na rok, z możliwością jej przedłużenia. Mój rok właśnie minął, a pracodawca zapewniał, że wszystko jest pod kontrolą i wiza została przedłużona. Po pewnym czasie, okazało się, to nieprawdą i miałam z tego powodu niemałe problemy. Mogłam zostać deportowana i mieć zakaz wjazdu na kolejnych parę lat. Oczywiście, gdy się o tym dowiedziałam, opuściłam Guest House natychmiast i przeniosłam się do innego, który funkcjonował na wyspie od 2012. Tam też przeniosłam gości z Polski, a w międzyczasie ratowałam swoją sytuację wizową. W rezultacie zapłaciłam wysoką karę i odnowiłam wizę pracowniczą. Musiałam też na kilka dni opuścić kraj i wrócić ponownie. Postanowiłam więc zacząć nowy etap, całkowicie odcinając się od poprzedniego pracodawcy.

W podróży rowerem przez Nilandhoo

PODRÓŻ NA WYSPĘ NILANDHOO

Osoba, która pomogła mi w tej sprawie, oryginalnie pochodzi z wyspy Nilandhoo, ale mieszka w Male. W międzyczasie zaproponował mi, abym popłynęła na jego wyspę i zobaczyła, czy jest to miejsce atrakcyjne pod kątem turystyki. Zgodziłam się, bo byłam bardzo ciekawa, jak wyglądają inne wyspy i inne atole. Wyruszyłam zatem w podróż na Nilandhoo, nocnym promem, który płynął 7 godzin. Sama ta podróż była dla mnie ogromnym przeżyciem i frajdą samą w sobie. Jedyna „biała” osoba, wśród tej przemiłej i ciekawskiej społeczności. Byłam co chwilę zagadywana, częstowana herbatą i kawą oraz raczona opowieściami o wyspach z tego samego atolu, historii promu i jego pracowników. Księżyc odbijał się od oceanu, a przed dziobem skakały delfiny. Na Nilandhoo przybyliśmy o godzinie 4 nad ranem. Mimo, że było ciemno i nic nie widziałam, poczułam pozytywne wibracje i jakąś taką sympatię do tej wyspy, już na dzień dobry.

Taką monsterę wyhodowała Magda

RAJSKA PLAŻA NA NILANDHOO

Zafascynowanie rosło z każdą minutą, z każdym widoczkiem i z każdą napotkaną podczas zwiedzania wyspy osobą. Natomiast najbardziej byłam w szoku po wejściu na nilandhoowską plażę. Nie mogłam uwierzyć, że tak piękne miejsce naprawdę istnieje, jest puste, dziewicze, wygląda jak bezludna wyspa i ja teraz tutaj stoję.
W tym momencie ten człowiek zapytał mnie, czy może nie chciałabym się tutaj przenieść i razem z nim poprowadzić Guest House. Powiedziałam, że się zastanowię, w końcu miałam już zajęcie, gości, Imrana, dom (mieszkaliśmy u Imrana w rodzinnym domu) i nie myślałam w ogóle o tym, aby się gdziekolwiek dalej przenosić. Ale to piękne miejsce mnie tak bardzo kusiło, że ciągle o tej propozycji myślałam. Aż w końcu stwierdziłam, że w sumie dlaczego by nie spróbować ? Przecież nie jest powiedziane, że całe życie muszę spędzić tylko na jednej wyspie. Po rozmowie z Imranem i jego mamą okazało się, że wszyscy mamy takie samo zdanie. 01.01.2015 przeprowadziliśmy się na Nilandhoo.

Nilandhoo to jedna z lokalnych wysp w archipelagu Malediwów

POCZĄTKI W NOWYM MIEJSCU

Początki były podobne: nieskończony jeszcze Guest House, selekcjonowanie pracowników i przygotowywanie ich do obowiązków (wyspa kompletnie nie turystyczna, zatem podobnie, jak w pierwszym Guest Housie, nikt nie miał pojęcia o czymkolwiek). Najprzyjemniejszą częścią było eksplorowanie okolicy w celu poszukiwań atrakcyjnych miejsc na wycieczki oraz poznawanie nowych osób, dla których to ja byłam bardzo egzotyczna, bo ktoś z Europy to była dla nich całkowita nowość.
W lutym 2015 Guest House zaczął przyjmować pierwszych gości z Polski. Wszystko szło bardzo dobrze, chociaż powtórzył się scenariusz i musiałam być znów dosłownie wszędzie. Priorytetem Malediwczyka jest naprawienie motoru lub skończenie planszy w grze na telefonie, a dopiero później rozpoczęcie pracy. Bardzo ciężko było im wytłumaczyć, że to tak nie działa.

Huśtawka przy pensjonacie cieszy się ogromną popularnością wśród Gości 🙂

MALEDIWSKIE PODEJŚCIE DO BIZNESU

W międzyczasie również zaczęły pojawiać się pierwsze problemy ze wspólnikiem. On na co dzień mieszkający w stolicy, zatem nie uczestniczył aktywnie w życiu Guest Housu. Odpowiedzialny był za dostawy, opłacanie rachunków, organizowanie rzeczy, które my nie wiedzieliśmy jak i u kogo zorganizować. Nie rozumiał tego, że kiedy rachunek za Internet nie jest zapłacony, to goście przychodzą do mnie. A ja odpowiadałam to, co usłyszałam od niego, czyli, że będzie jutro. Z  jutra zrobiło się 7 „jutr”, a bo wczoraj padało, a przedwczoraj był piątek więc było zamknięte, a dziś był zajęty, a jutro jeszcze coś pewnie bardziej istotnego wyskoczy. Niestety Malediwczycy średnio rozumieją, że wypadałoby zrobić, tak jak się powiedziało.
Tego typu sytuacje nawarstwiały się. Zaczęły się też kombinacje z podziałem udziałów, dlatego postanowiliśmy z Imranem pójść własną drogą. Postanowiłam sobie, że już nigdy więcej nie będę wdawać się w żadne spółki, bo prędzej czy później zaczną pojawiać się problemy. A spółki z wyspiarzami są zdecydowanie nie na moje nerwy 😊

Remora Inn – pensjonat na rajskiej wyspie Nilandhoo 🙂

NASZ WŁASNY PENSJONAT

Na końcu drogi, tuż przy samej plaży stał pustostan. Właściciel tej ziemi sam się z nami skontaktował. Postanowiliśmy ją wynająć, dokończyć budynek i otworzyć swój własny Guest House i nie być już od nikogo zależnym. I tak w listopadzie 2017 Remora Inn przyjęła pierwszych gości, oczywiście z Polski 😊 Zainteresowanie moją działalnością oraz oferowanymi usługami z roku na rok było co raz większe. Do tego stopnia, że niecały rok później otworzyliśmy drugi Guest House – Remora Beach House. Wszystko przebiegało pomyślnie, w szczycie sezonu musiałam wielu osobom odmawiać z powodu braku dostępnych pokoi. W listopadzie 2019 Remora Inn odebrała statuetkę na największej imprezie turystycznej w kraju Maldives Travel Awards, w kategori Leading Adventure Guest House. Moja praca została doceniona. Był to jeden z ważniejszych dni, w moim życiu. Do dziś, jak wspominam i kiedy patrzę na statuetki, to szklą mi się oczy 😊

Maledives Travel Awards!

MALEDIWY – NAJLEPSZE WAKACJE EVER

Wszystko przebiegało nad wyraz wspaniale, aż do momentu pojawienia się pandemii. Od 7 miesięcy Guest Housy są nieczynne, a my z niecierpliwością czekamy, aż wszystko wróci do normalności i znów będziemy mogli spełniać ludzkie marzenia o pobycie w raju i przeżyciu niezapomnianej przygody – najlepszych wakacji EVER.
Czekamy na Was z niecierpliwością w naszym miejscu na ziemi – Pensjonacie na Malediwach!

Magda Typel

close

Zapisz się do newslettera!

Dołącz do nas!JESTEŚ GOSPODARZEM?

Masz do wynajęcia pokój lub domek, a może przyjemny apartament lub pole campingowe? Zapewniasz Gościom choćby częściową obsługę w języku polskim? Dołącz do ekipy Noclegów u Polaków!
Zostaw nam swojego maila, a na pewno się odezwiemy!